biura rachunkowe -
że musimy upraszczać sobie sprawy.
- Bardzo to wygodne. Jednakże potrzeba mi więcej informacji. Zatem każ go, proszę, pojmać. Pragnę mu zadać kilka pytań, nim zamieszka w lochu. Pragnę wiedzieć, jak szeroki zasięg ma ten spisek nim udam się do Vo Astur i Vo Mimbre.
- Czy życzysz sobie, pani, usług śledczego?
- Kata masz na myśli? Nie, Kathandrionie. Są inne sposoby na wydobycie z ludzi prawdy. Gdy już poznam pełny zasięg spisku Ctuchika, będę mogła pokrzyżować jego plany.
- Czy kiedykolwiek spotkałaś owego łotra, Ctuchika, pani?
- Jeszcze nie, wasza miłość - odparłam
ponuro. - Spodziewam się jednak, że ta chwila nadejdzie i wypatruję jej z niecierpliwością. Możemy już iść?
Zatrzymałam się na chwilę w drzwiach i spojrzałam krytycznie na psa rozciągniętego w progu.
- W porządku, ojcze - powiedziałam. - Możesz wracać do domu. Całkiem dobrze poradzę sobie tutaj bez ciebie.
Ojcu udało się nawet sprawić wrażenie nieco skruszonego.
Im lepiej poznawałam Arendów, tym wyżej ceniłam Kathandriona. Całe tomy zapisano błędną interpretacją natury Arendów. Pasmo nieustannych nieszczęść, które ludzie zwali Arendią, brało się nie z wrodzonej głupoty, lecz bardziej osobliwego połączenia ślepej popędliwości, nieodpartej biura
rachunkowe skłonności do dramatyzowania i niezdolności do wycofania się z raz podjętych działań. Szczęśliwie Kathandrion potrafił wysłuchać rad, nim się za coś zabrał. Naturalnie w pierwszym odruchu chciał pojmać podwładnego Ctuchika i w łańcuchach przepędzić go ulicami Vo Wacune, najlepiej w samo południe. Chciał już nawet wydać stosowne rozkazy.
- Mamy do czynienia ze spiskiem - tłumaczyłam mu łagodnie w drodze powrotnej do sali tronowej. - Czy naprawdę chcemy otwartymi działaniami ostrzec innych spiskowców?
Książę rzucił mi spojrzenie z ukosa.
- Niezbyt błyskotliwy pomysł, prawda? - zapytał.
- Słyszałam lepsze.
- Trzeba mi chyba
pierwej pomyśleć, nim zamiar w czyn wprawi? - powiedział.
- Ja bym tak zrobiła na twoim miejscu.
- Będę nad tym pracował. Jak ty podeszłabyś do tej sprawy, pani?
- Posłużyłabym się małym kłamstewkiem. Wyślij do Haldona liścik z zaproszeniem na prywatną rozmowę przy najbliższej okazji.
- A jeśli nie znajdzie okazji aż do przyszłego tygodnia?
- Zjawi się tutaj natychmiast, Kathandrionie. Zaufaj mi. Korzyłam już z tego sposobu. On uzna, że „przy najbliższej okazji" oznacza: „gdy tylko się ubierzesz". Jest wiele sposobów użycia władzy, usunięcie jest o wiele lepsze od druzgocącego ciosu.
- Cóż
imprezy firmowe warszawa za oryginalna sugestia. To jest Arendią, Polgardo. Tu rozkazy powinny być wydawane w zwięzłym, łatwym do zrozumienia języku, najlepiej w jednosylabowych słowach.
Coraz bardziej zaczynałam lubić księcia Kathandriona. Zaproszenie, które podyktował skrybie po powrocie do sali tronowej, było mistrzowsko niewinne i jak przewidywałam, Haldon przybył w ciągu godziny.
Wieczór zapadał nad baśniowym miastem Vo Wacune, gdy Kathandrion przyprowadził naszego gościa do komnaty w pobliżu schodów wiodących do lochów. Paliła się tu tylko jedna lampa. Ja siedziałam w fotelu z wysokim oparciem, zwrócona twarzą ku oknu. Dzięki temu byłam
prawie niewidoczna.
Gdy weszli, ostrożnie wysłałam swą myśl. Kolor, który zobaczyłam, nie był czerwienią, charakterystyczną dla tolnedrańskiego kupca, lecz ponurą czernią. Człowiek podający się za Haldona był Murgiem. Widziałam jego odbicie w szybie. Nie miał rysów charaktery, stycznych dla Angaraków. To wiele wyjaśniało.
- Miło z twej strony, iż przybyłeś w tak krótkim czasie, zacny Haldonie - mówił Kathandrion.
- Jestem zawsze na wezwanie waszej miłości - odparł człowiek w zielonym płaszczu, kłaniając się.
- Proszę, spocznij, przyjacielu. Jesteśmy sami, toteż ceremonie są zbędne. - Kathandrion zrobił teatralną przerwę. - Niedawno rozwadze mej
imprezy firmowe warszawa -
|