biura rachunkowe - xerial - dermatologia - identyfikatory - nádrže na chemikálie -
schodach. Bajarz był zdumiewająco silny. Ciocia Pol czekała - wiedział o tym bez otwierania oczu. Otaczał ją zawsze charakterystyczny zapach, który rozpoznawał nawet w ciemności.
- Przykryj go tylko - szepnął pan Wilk. - Nie warto go teraz budzić.
- Co się stało? - spytała ciocia Pol równie cicho.
- We wsi był biura rachunkowe Murgo... u tego twojego kupca. Wypytywał i próbował dać chłopcu pensa Angaraków.
- W Górnym Gralt? Jesteś pewien, że to tyłka Murgo?
- Trudno powiedzieć. Nawet ja nie potrafię odróżnił Murga od Grolima. Nie od razu.
- Co się stało z monetą?
- Zdążyłem ją złapać. Dałem
chłopcu sendarskiego pensa. Jeśli nasz Murgo był xerial Grolimem, pozwolimy mu mnie śledzić. Z pewnością dostarczę mu dobrej zabawy na najbliższe kilka miesięcy.
- Więc odchodzisz? - w głosie cioci Pol zabrzmiał smutek.
- Już pora - stwierdził Wilk. - Chłopak jest chwilowo bezpieczny, a ja muszę ruszać. Dzieją się różne rzeczy, których trzeba dopilnować. Kiedy Murgowie przybywają do zapadłych dermatologia wiosek, zaczynam się martwić. Wielką odpowiedzialność i wielki ciężar złożono na nasze barki. Nie możemy sobie pozwolić na niedbałość.
- Długo cię nie będzie?
- Pewnie parę lat. Wiele jest spraw, o które muszę zadbać, i wielu ludzi,
z którymi chcę się zobaczyć.
- Będę za tobą tęskniła - wyznała cicho ciocia Pol. identyfikatory Zaśmiał się.
- Sentymenty, Pol? - spytał szorstko. - To nie pasuje do roli.
- Wiesz, o co mi chodzi. Nie nadaję się do pracy, którą mi wyznaczyliście, ty i inni. Nie znam się na wychowywaniu małych chłopców.
- Świetnie sobie radzisz - uspokoił ją Wilk. - Miej na niego oko i nie nádrže na chemikálie pozwól, by jego natura doprowadziła cię do histerii. Bądź ostrożna; on kłamie po mistrzowsku.
- Garion? - ciocia Pol była wstrząśnięta.
- Kłamał Murgowi tak dobrze, że nawet na
mnie zrobił wrażenie.
- Garion?
- Pytał też o rodziców - dodał Wilk. - Co mu powiedziałaś?
- Niewiele. Tyle, że nie żyją.
- Na razie to contenedores residuos wystarczy. Nie warto mówić z nim
o sprawach, na które jest jeszcze za młody.
Rozmowa trwała, lecz Garion znowu odpłynął w sen
i był niemal pewien, że wszystko to mu się przyśniło.
Ale rankiem, gdy się obudził, pana Wilka już nie było.
Rozdział IV
Pory roku zmieniały się według odwiecznego porządku. Lato dojrzało do jesieni; płomień tanke jesieni zakrzepły w zimę; zima niechętnie ustąpiła pola budzącej się wiośnie, a wiosna znowu rozkwitła w lato. Ze zmianą
pór roku mijały i lata, a Garion niezauważalnie stawał się dorosły.
Wraz z nim dorastały też inne dzieci - wszystkie, z wyjątkiem biednego Doroona, który był chyba skazany na pozostanie do końca afiliacja życia niskim i chudym. Rundorig wystrzelił jak młode drzewo i wkrótce był tak wysoki, jak dorośli mężczyźni. Zubrette, oczywiście, nie była tak wybujała, lecz rozwinęła się na inne sposoby, które budziły już zainteresowanie chłopców.
Wczesną jesienią, tuż przed czternastymi urodzinami Gariona, niewiele brakowało, by chłopiec zakończył swą życiową karierę. Reagując na резервуары для воды jakiś pierwotny popęd, istniejący w każdym dziecku dysponującym stawem i
zapasem drew, zbudował ze swoimi kompanami tratwę. Nie była zbyt duża ani szczególnie dobrze zaprojektowana. Miała tendencję do zanurzania się z jednej strony, a także niepokojący zwyczaj rozpadania się na części w najbardziej nieoczekiwanych momentach.
Naturalnie, to właśnie Garion popisywał się obsługa informatyczna na wodzie
tego pięknego jesiennego dnia, gdy tratwa zupełnie nagle postanowiła raz na zawsze powrócić do swego pierwotnego kształtu. Wiązania pękły, a belki odpływały w różne strony.
W ostatniej chwili dostrzegając niebezpieczeństwo, chłopiec desperacko próbował dotrzeć do brzegu. Jednak tylko przyspieszył katastrofę. W rezultacie znalazł się na pojedynczej belce i szaleńczo wymachującrękami usiłował zachować równowagę.
contenedores residuos - tanke - afiliacja - резервуары для воды - obsługa informatyczna -
|