Nawigacja

xerial

xerial

Ciekawe miejsca
xerial

xerial -

odczuwani pociąg do melodramatyzmu. Może to dziedziczna skaza. Potem opuściłam Sthiss Tor, ale nie wróciłam od razu do Annath. Kilka tygodni spędziłam w górach Tolnedry, zastanawiając się nad tą nagłą wizją, którą miałam w sali tronowej Salmissry. Wiedziałam, że Zedar będzie tym, który odnajdzie Erionda, choć wówczas jeszcze imienia Erionda nie znałam. Zaczynałam wyczuwać silny zapach „manipulowania". Spotykałam się z czymś takim już poprzednio i wiedziałam, że „manipulowanie" matki ma inny zapach niż ULa. Tym razem zapach był jednak całkiem inny. Nie poznawałam go i to mnie nieco denerwowało. Nowy gracz najwyraźniej włączył się do gry.

Teraz oczywiście go poznaję. W końcu powinnam, skoro wychowałam tego nowego gracza w tej właśnie chatce. Pewnego dnia muszę o tym z Eriondem porozmawiać. Chyba będę chciała dotrzeć do sedna tych przelotnych wizyt. Jeśli miały ważny powód, to wszystko w porządku, ale jeśli to było tylko dla zabawy, ktoś się nieźle ode mnie nasłucha. Byłam również bardzo niezadowolona z tego, co najwyraźniej będę musiała uczynić Salmissrze. Obie wiedziałyśmy, że to się stanie, ale najwyraźniej ktoś ją przekonał, że nie będę w stanie tego zrobić. Moją jedyna pociechą było, że gdy przyzwyczai się do myśli o tym, to

nie będzie aż taka nieszczęśliwa. Nyissa jest o wiele lepsza z nią, w jej obecnej postaci, na tronie. Rozważałam to na wszelkie sposoby, ale nic nie mogłam zrobić, aby zapobiec dopełnieniu się przeznaczenia. W końcu dałam za wygraną i wróciłam do Annath. pczywiście ojciec zrzędził, ale nie przejęłam się tym zbytnio, ponieważ już wiedziałam większość z tego, co usiłował mi powiedzieć. Zima minęła. Ojciec powędrował rozejrzeć się po świecie, bo ponownie odezwał się w nim duch włóczęgi. Mogłam Staremu Wilkowi powiedzieć, że wszystko nadal jest na swoim miejscu, ale on musiał się o tym przekonać na własne

xerial oczy. Ja wybrałam się do Algarii i nawiązałam kontakty z klanem, w którym już przyszła na świat Udera, dziewczynka przeznaczona na żonę Gerana. Odbyłam rozmowę z jej ojcem, wodzem klanu. W połowie lata zabrał swe stada i osiadł przy granicy, naprzeciwko Annath. Słowo „granica" niewiele tam znaczy. Jeśli wokół siebie widzisz drzewa to jesteś w Sendarii, jeśli trawę, to jesteś w Algarii. Oczywiście składano sobie wizyty przez tę nieuchwytna linię demarkacyjną i w końcu Geran, który miał dziewięć lat, spotkał siedmioletnią Uderę. Nie było mnie przy tym, ale pomimo to usłyszałam ów dzwon. Wszystko toczyło

się zgodnie z planem. Kiedy Geran skończył dwanaście lat, ojciec zaczął zabierać go do kamieniołomu na naukę. Początkowo jak zwykle były siniaki, ból, odciski, z czasem mięśnie chłopca stwardniały, a on sam nabrał większej oprawy w rodzinnym rzemiośle. Życie w Annath płynęło spokojnie. Mieszkańcy zapadłej górskiej wioski w Sendarii zwykle nie byli nawet świadomi tego, kto był aktualnie ich królem, a śmierć krowy omawiano tam przez rok. Potem, w 5345 roku, do Annath przybył ojciec i bliźniaki. - Ruszamy w podróż, Pol - powiedział ojciec. - Beltira i Belkira zastąpią cię, a w tym czasie poznasz pewnych

ludzi, o których czytaliśmy w Kodeksie Mrińskim przez ostatnie trzy tysiące lat. Nie protestowałam. Miałam już trochę dość sielskiej izolacji. Przekroczyliśmy granicę z Algarią i spotkałam się z chłopcem o ponurym obliczu, Hettarem. - Wydaje mi się, że z nim będziemy mieć problemy, ojcze - prorokowałam, gdy wyjechaliśmy z obozu Cho-Rama. - Całkiem możliwe, Pol - przyznał. - Pewnie trzeba go będzie przykuć do pala, gdy podrośnie. Nie przepadam za Murgami, ale Hettar jest o krok od uczynienia z nienawiści do nich religijnego nakazu. - Murgowie zabili jego rodziców, Pol. - Tak. Powiedział mi o tym. Ale pewnego dnia on zostanie

-

Nawigacja