artykuły dla plastyków - kolonie dla dzieci -
Po prostu wcześniej nie słuchałaś. Powinnaś baczniejszą uwagę zwracać na to, co dzieje się wokół ciebie. Chcesz mnie skrzywdzić, co? Odfrunę, jeśli tylko spróbujesz.
- Nie... nie - wyjąkałam. - Nie zrobię ci krzywdy.
- Dobrze. Zatem możemy porozmawiać. Czy widziałaś może po drodze jakieś nasiona?
- Nie. Ale nie szukałam nasion.
- Szkoda. Moja żona ma trzy maleństwa w gnieździe, a ja powinienem szukać nasion, aby je nakarmić. Co masz na rękawie? Spojrzałam na rękaw mej koszuli.
- To wygląda na nasionko trawy.
- No to nie stój tak. Daj mi je.
Zdjęłam ziarnko z rękawa i podałam mu. Wróbelek zeskoczył
z Drzewa, przysiadł na moim palcu. Przekrzywiał główkę i błyszczącymi oczkami przyglądał się memu podarunkowi.
- Tak, to trawa - przyznał. Potem wydało mi się, że westchnął. -Teraz do jedzenia są tylko niedojrzałe nasionka trawy. Za wcześnie jeszcze, są takie drobne. -Wziął nasionko w dziób. - Nie artykuły dla plastyków odchodź. Zaraz wrócę - dodał, po czym odfrunął.
Przez kilka chwil myślałam, że śnię. Potem mój wróbel wrócił w towarzystwie innego wróbla.
- To moja żona - przedstawił ją.
- Witaj, Polgardo - powiedziała. - Gdzie znalazłaś to nasionko? Moje dzieci są bardzo głodne.
- Pewnie przyczepiło mi się do
rękawa na szczycie tamtego wzgórza.
- W takim razie chodźmy to sprawdzić - zaproponowała, bezczelnie sadowiąc się na mym ramieniu. Na drugim przysiadł jej mąż. Zupełnie oszołomiona tym cudem, odwróciłam się i ruszyłam w górę trawiastego zbocza.
- Nie idziesz zbyt szybko - zauważyła krytycznie wróblica.
- Nie mam skrzydeł - odparłam.
- To musi być okropnie nudne.
- Dostaję się tam, dokąd chcę.
- Gdy tylko znajdziemy te nasionka, poznam cię z innymi - zaproponował wróbel. - Moja towarzyszka jakiś czas będzie zajęta karmieniem maleństw.
- Potrafisz rozmawiać z innymi ptakami? - To był wstrząsający pomysł.
- No cóż - odparł lekceważąco
kolonie dla dzieci - można tak powiedzieć. Skowronki zawsze silą się na poetyckość, drozdy za dużo mówią i zawsze usiłują wepchać się, gdy znajdę jedzenie. Nie przepadam za drozdami. Straszne z nich natręty. Wtem z nieba spadł skowronek i zawisł nad moją głową.
- Dokąd idziecie? - zapytał wróbla.
- Tam - odparł wróbelek, przekrzywiając główkę w kierunku marszu. Jesteśmy zajęci.
Dobrze - zgodził się skowronek. - Moja towarzyszka nadal wysiaduje jajka, więc mam aż nadto czasu, by być przewodnikiem naszej siostry.
- Tam jest nasionko! - zaćwierkała z podnieceniem wróblica i sfrunęła z mego ramienia, by je
podnieść. Jej towarzysz wkrótce dostrzegł następne i oboje odlecieli.
- Wróble, jak mniemam, nadto są nerwowe - zauważył skowronek. - Dokąd to życzysz sobie pójść, siostro?
- Zdaję się na ciebie - odparłam. - Miałabym ochotę poznać więcej ptaków.
I tak rozpoczęłam swoją ornitologiczną edukację. Tego przedpołudnia spotkałam ptaki wszelkiego rodzaju. Skowronek obozy przedstawił mnie wszystkim. Jego poetycka ocena różnych gatunków była zaskakująco trafna. Mówił, że wróble są nerwowe i gadatliwe, drozdy agresywne i mają skłonność powtarzać w kółko to samo. Sójki są wrzaskliwe. Jaskółki popisują się bez przerwy. Kruki to złodzieje. Sępy cuchną. Kolibry nie grzeszą inteligencją.
Przeciętny koliber zmuszony do zastanowienia się nad czymś wpadnie w takie zakłopotanie, że zapomni, jak się lata. Sowy wcale nie są takie mądre, jak się sądzi, a mój przewodnik z pewnym lekceważeniem nazwał je latającymi pułapkami na myszy. Mewy mają zdecydowanie wygórowane mniemanie o swym miejscu w ogólnym porządku rzeczy. Przeciętna mewa wiele czasu spędza na udawaniu, że jest orłem. Zwykle nie widywałam mew w Dolinie, ale porywisty wiatr czasami przygnał je w głąb lądu. Rozmaite ptactwo wodne tyle samo czasu spędza w powietrzu co na wodzie, do tego ma silne poczucie grupowych więzi. Nie
obozy -
|