Nawigacja

Ciekawe miejsca
pozycjonowanie

pozycjonowanie

pozycjonowanie

pozycjonowanie -

moim pantoflem przez następne kilka dziesięcioleci. Tego lata przyjechałam na jarmark kilka dni wcześniej. Mój zarządca, jeden z potomków Killane, powęszył trochę i przyniósł mi niepokojące wieści. Wyglądało na to, że jakiś przedsiębiorczy kupiec drasniański przyjmował zakłady o wynik turnieju. Jeśli ktoś ma ochotę tracić w ten sposób pieniądze, to nie moja sprawa. Nie chciałam jednak, aby ktoś zaczął mieszać się w bieg wydarzeń i wcześniej ustalać zwycięzcę. Rozmówiłam się dość ostro z Drasnianinem, ustalając kilka zasad dla jego przedsięwzięcia. Zasady były bardzo proste: żadnych łapówek, żadnego

grzebania przy rynsztunku, żadnych egzotycznych ziół w pożywieniu uczestników turnieju lub ich koni. Przedsiębiorca opuszczał mój namiot ze zbolałą twarzą. Najwyraźniej pokrzyżowałam mu jakieś plany. Na turniej można spojrzeć jak na proces, w którym wypala się szlakę, aż pozostanie tylko prawdziwe złoto. Może to nieco obraźliwe porównanie dla tych, którzy kończą na stercie szlaki, ale życie bywa twarde. Turniej ciągnął się przez kilka tygodni i w końcu pozostało tylko dwóch zawodników, Lathan i Ontrose, wacuńscy szlachcice, przyjaciele z dzieciństwa księcia Andorina. Baron Lathan był potężnie zbudowanym zawadiaką

o blond włosach, hrabia Ontrose zaś, czarnowłosy, niebieskooki, miał lepsze wykształcenie i większą ogładę. Znałam obu od kołyski i dość ich lubiłam. Prawdę powiedziawszy, byłam nieco zaskoczona, że kulturalny hrabia Ontrose zaszedł aż tak daleko w zawodach, w których liczyła się głównie brutalna siła. Finałowy pojedynek odbył się w letni poranek, gdy białe korzuszki chmurek skakały niczym owieczki po błękitnym pastwiskach. Widzowie zebrani wokół szranków kręcili się niespokojnie, dopóki fanfary nie oznajmiły początku „widowiska". Zasiadłam na królewskim tronie, a obok mnie Andrion z Wacune, Garteon z Asturii

i pozycjonowanie sędziwy Moratham z Mimbre. Wówczas podjechali obaj przyjaciele odebrać moje błogosławieństwo i wysłuchać ostatnich instrukcji. Zatrzymali rumaki i pochylili kopie przede mną w salucie. Tego typu hołdy potrafią uderzyć pannom do głów, jeśli się dobrze nie pilnują. Moje instrukcje były stosownie do okazji kwieciste, natomiast zakończyłam dość praktyczną uwagą: - Nie zróbcie sobie krzywdy. Rozjechali się przy dźwięku fanfar i zajęli pozycje na przeciwnych końcach szranków. W formalnym pojedynku szranki przedzielone są solidną, wysoką po pas poręczą, która, jak sądzę, miała zapobiegać zranieniu koni w czasie walk.

Potyczki w szrankach to doprawdy prosta gra. Każdy z rycerzy próbuje wysadzić z siodła przeciwnika stępioną, długą na dwadzieścia stóp kopią. Nierozstrzygnięte walki nie należą do rzadkości, a jeśli obaj rycerze wylądują na ziemi, dosiadają ponownie koni i próbują jeszcze raz. To bardzo hałaśliwe widowisko, które zwykle dostarcza sporo zajęć miejscowym nastawiaczom kości. Na tradycyjny sygnał rogu obaj opuścili przyłbice, pochylili kopie i ruszyli na siebie z dudniącym tętentem kopyt. Kopie trafiły na solidne tarcze i jak zwykle, obie połamały się na drzazgi. Turniejowe potyczki powodują poważne przerzedzenie

pobliskich lasów. Obaj zawrócili konie i odjechali na początkowe pozycje. Ontrose śmiał się wesoło, ale Lathan spoglądał na przyjaciela z wyrazem szczerej nienawiści. Wydawało się, że baron Lathan zapomniał, o co w tym wszystkim chodzi. Potyczki w szrankach miały być rodzajem sportowych zawodów, nie pojedynkiem na śmierć i życie. Poprzednich turniejach na ich wynik czekałam obojętnie, ale tym razem było inaczej. Moi poprzedni „rycerze obrońcy" nie wprowadzili większego niepokoju w moje życie. Byli jedynie dodatkiem do zajmowanej przeze mnie pozycji. Tym razem miałam niepokojące przeczucie, że w razie zwycięstwa

-

Nawigacja